wtorek, 23 lipca 2013


Berlin, późne lato
Grzegorz Kozera

Wydawca: Dobra Literatura, 2013

Berlin, późno lato, to romantyczna w klimacie historia o tym, jak umiera nadzieja. Późnym latem 1943 roku Berlin zdecydowanie nie był dobrym miejscem do życia. Kłopoty z zaopatrzeniem, nocne naloty aliantów, lęk przed donosem wiernych brunatnej władzy szpicli, dojmujące poczucie klęski i bezsensu wojny. Kreśląc obraz stolicy III Rzeszy Kozera proponuje ciekawą perspektywę. Wszystko, co dzieje się wokół głównej postaci literata Otto Petersa, duchowego spadkobiercy romantycznego twórcy Heinricha von Kleist i wyklętego przez nazistowską propagandę Remarque’a, którego „Na zachodzie bez zmian” często czytuje, przywodzi na myśl obrazki, jakie znamy z naszej martyrologii. Zarówno z czasów okupacji, jak i późniejszego stalinowskiego terroru. Z tą różnicą, że ich ofiarami są przedstawiciele „rasy panów”. Od razu dodajmy, że przedstawiciele wyklęci, traktowani przez nazistów na równi, ze znienawidzonymi „podludźmi” z bliskiego wschodu. Galernicy wrażliwości, intelektualiści, artyści, wychowani w duchu tolerancji i umiłowania wyższych wartości idealiści. Obrazy nalotów w skórę odzianych gestapowców przywodzą na myśl rodzime wizyty smutnych panów z SB, a prowokacje w stosunku do mniejszości seksualnych i łowy na nie aryjskich obywateli jeżą włosy, bo przerażająco rymują się z losami mieszkańców okupowanych miast. W takim właśnie podłym czasie przytrafia się bohaterowi uczucie, które zmienia jego uległą wegetację w dynamiczną feerię zdarzeń. Jego związek z Polką, uciekinierką z obozu nadaje nowy sens jego egzystencji. Im bardziej uczucie rozkwita, tym bardziej nakręca się spirala zła wokół Petersa i jego bliskich, kierując historię ku fatalnemu rozwiązaniu. Rozstaniemy się z bohaterem w pobliżu Wannsee pod Berlinem, gdzie wspomniany już Kleist zastrzelił się wraz ze swoją przyjaciółką, Henriettą Vogel. Według historyków literatury był to chłodno przemyślany czyn estetyczny, do którego długo się przygotowywał, a spowodowany był poznaną w 1801 roku filozofią Kanta i ideą niepoznawalności prawdy. Książka Kozery, napisana klasycznym stylem, pełna odwołań do niemieckiej kultury lecz przesycona iście słowiańską wrażliwością, długo jeszcze po odstawieniu jej na półkę nie daje o sobie zapomnieć. Będąc z jednej strony świadectwem mrocznych czasów, jest historią pod każdym względem uniwersalną. Autor w posłowiu wymienia kilka pozycji źródłowych, z których czerpał wiedzę historyczną, ewidentnie broni się jednak przed opatrzeniem swojej zbeletryzowanej wersji dziejów dopiskiem o fikcyjności biorących w niej udział postaci.