Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 października 2015

Nic bardziej nieszczęsnego od nieszczęsnego człowieka...

Andrzej Bart
Bezdech

Rok Wydania: 2013
Wydawca: W.A.B.
     
Nazwisko Barta stało się głośnie po brawurowym debiucie fabularnym Borysa Lankosza. Mowa o filmie „Rewers”, do którego Bart napisał scenariusz, wskrzeszając przy okazji  jedną ze swoich dawnych postaci, która w powieści „Rien ne va plus” popełnia samobójstwo. Dzięki sukcesowi, jaki stał się udziałem wspólnego przedsięwzięcia obu Panów, twórczość tego starszego - Andrzeja, stała się nieco bardziej rozpoznawalna, a bezapelacyjnie na to zasługuje.
„Bezdech” to rzecz osobliwa. Jest z jednej strony próbą zbeletryzowania scenariusza filmowego, który przeleżał swoje w szufladzie (15 lat) i nigdy nie został zrealizowany, z drugiej to rodzaj pamiętnika twórcy, który dzieli się z nami walką o realizację swojego projektu. Projektu, który w końcu znalazł swój sceniczny wyraz w Teatrze Telewizji.
Perypetie głównej postaci, uznanego na świecie reżysera, absolwenta łódzkiej Filmówki, który po latach odwiedza stare kąty, dawnych przyjaciół i znajomych – słowem, konfrontuje się z przeszłością, przeplatają się z przemyśleniami samego Barta o swoim utworze, o bohaterach, o czytanych właśnie lekturach, o ludziach, którzy angażują się w jego przedsięwzięcie i o tych, którzy odcisnęli na nim swoje piętno.

„Razem z najlepszymi polskimi aktorami i wspaniałym operatorem (Witold Adamek) mam nadzieję stworzyć  spektakl ważny artystycznie, ale też interesujący dla każdego widza. W tym celu wyposażyłem swojego bohatera w dubeltówkę. Kto wie, może wystrzeli? Jeśli nie, niechże nas przynajmniej postraszy”.

Cóż strasznego może być w sentymentalnej podróży opromienionego sławą w Hollywood reżysera? Może to być tytułowy bezdech, krótki moment zawieszenia między życiem a śmiercią – jak tłumaczy autor, moment, w którym uświadamiamy sobie cały bezmiar zmarnowanych okazji, a ciężar błędów i złych decyzji ściąga naszą duszę z chagallowskich przestworzy do boschowego piekła. Przerażająca jest też cała ta parada zgorzkniałych typów, z którymi spotyka się bohater, galerników wrażliwości, którzy przegrali, ponieważ przypadła im rola tych, którzy czują bardziej i nie mogą inaczej, choć może by chcieli i trochę zazdroszczą tym, którym w ich mniemaniu się udało.

„- Przyszedłeś się pochwalić? Siadaj i opowiadaj. Zawsze lubiłam tego słuchać.
- Mam mało czasu.
- Tak? To nie siadaj.
- Przepraszam, że to tak zabrzmiało, ale nie chodzi o czas dla ciebie.
- Nie? To siadaj.”

Faktycznie bohater nie ma zbyt wiele czasu, właściwie nie ma go wcale. Za chwilę rozstanie się z tym światem i nie jest do końca przekonany, czy ma czuć ulgę, czy żal. Podróż, którą odbędzie na kartach książki, oniryczna, na pograniczu surrealistycznej fantazji i rzeczywistości, przyniesie więcej pytań, niż odpowiedzi. Tego jednak właśnie oczekujemy po utworach wybitnych, prawda? „Bezdech” to utwór bardzo bliski twórczości uwielbianego przez Barta Tadeusza Konwickiego. Nie tylko w wydaniu literackim, ale też filmowym, kłania się nam tu zwłaszcza „Salto”, rzecz chyba najbardziej charakterystyczna dla tego wybitnego twórcy, a Bezdech jakby właśnie z jej ducha był wywiedziony. (na zdjęciu obok Tadeusz Konwicki i Bogusław Linda, kadr ze spektaklu TV Andrzeja Barta "Bezdech")

Na ile udało się to przełożyć na język teatru telewizji, nie miałem jeszcze okazji sprawdzić. Czekam, aż któraś ze stacji powtórzy jeszcze kiedyś ten spektakl, bo nie sądzą, żeby Bart zmarnował tak znakomity materiał. I jeszcze z taką obsadą: